Strona główna
PowrótWSPOMNIENIA
Norbert Blacha (1952-2012)
Dziś na Cmentarzu Centralnym w Gliwicach został pochowany muzyk, kompozytor i aranżer Norbert Blacha. Był znany głównie jako autor utworów chóralnych i pieśni religijnych. Uczył się gry na fortepianie w Państwowej Szkole Muzycznej w Gliwicach, a potem studiował w katowickiej Akademii Muzycznej, gdzie od połowy lat 80-tych stał się wykładowcą. Prowadził zespół "Cantate Deo". Komponował i aranżował muzykę do spektakli teatralnych, tworzył piosenki religijne, poetyckie i utwory dla dzieci. Pracował jako organista w kościele Wszystkich Świętych w Gliwicach.
Współpracował z Gliwickim Teatrem Muzycznym. Był u nas muzykiem, aranżerem i realizatorem dźwięku. Miał małe studio nagraniowe. Dla Gliwickiego Teatru Muzycznego zrealizował dźwiękowo 2 płyty CD, które zawierają piosenki ze spektakli muzycznych: "Kot w butach" Andrzeja Hundziaka w reż. Michała Rosińskiego oraz "Pinokio" Włodzimierza Korcza w reż. Pawła Gabary. Kilka miesięcy temu umawiał się wstępnie z Dyrektorem GTM Pawłem Gabarą na koncert gospelowy w Gliwickim Teatrze Muzycznym w maju 2012. Mamy nadzieję, że uda się zrealizować ten projekt razem z Rybnickim Centrum Kultury.
Dziękujemy, Panie Norbercie!
(Gliwice, 6 lutego 2012 r.)
Krzysztof Kolberger (1950-2011)
Zmarł Krzysztof Kolberger, wybitny aktor i reżyser, artysta Teatru Narodowego w Warszawie, w którym stworzył wielkie kreacje, m.in. w „Dziadach” i „Weselu”. Znany był również z wielu ról filmowych, m.in. w filmach Krzysztofa Zanussiego, Andrzeja Wajdy i Kazimierza Kutza. Ogromną popularność zdobył dzięki występom w Teatrze Telewizji. Jako reżyser współpracował z teatrami dramatycznymi i operowymi. Debiutował jako aktor w Teatrze Śląskim w Katowicach.
W ostatnich miesiącach Krzysztof Kolberger podjął współpracę z Gliwickim Teatrem Muzycznym. Miał wyreżyserować z jego zespołem operę „Krakowiacy i górale” Wojciecha Bogusławskiego i Jana Stefaniego. Odwiedził Gliwice oraz Zabrze, gdzie w Domu Muzyki i Tańca miała się odbyć premiera spektaklu, prowadził rozmowy z realizatorami, pracował nad koncepcją inscenizacji oraz nad obsadą. Mimo choroby mocno zaangażował się w produkcję. Był znanym miłośnikiem i propagatorem polskiego repertuaru w teatrach operowych.
Rodzinie i bliskim Krzysztofa Kolbergera składamy najserdeczniejsze wyrazy współczucia.
Dyrekcja i Zespół Gliwickiego Teatru Muzycznego
- - - - - - - - - - - - - - - - -
Cieszyłem się ogromnie, kiedy Krzysztof Kolberger zgodził się zrealizować w naszym teatrze „Krakowiaków i górali". Bardzo mi na tym zależało, bo wiedziałem, że zrobi to z największym pietyzmem i właściwą mu serdecznością. To miała być wielka inscenizacja przygotowana przez Gliwicki Teatr Muzyczny we współpracy z Zespołem Pieśni i Tańca „Śląsk” oraz Domem Muzyki i Tańca w Zabrzu. W lipcu ubiegłego roku przyjechał, by obejrzeć scenę. Bodaj raz ze smutnym uśmiechem wyraził obawę, że nie dożyje premiery. Wszyscy stojący wówczas wokół niego mieliśmy wiarę, że tak się nie stanie.
Miał być również gościem naszego Salonu Poezji…
Zostały nam tylko niezrealizowane plany i najserdeczniejsze wspomnienia. Niestety, już tylko wspomnienia.
Paweł Gabara, dyrektor GTM
(Gliwice, 7 stycznia 2011 r.)
Zmarł Roman Baranowicz
W sobotę, 9 stycznia 2010 roku zmarł Roman Baranowicz, ostatnio związany m.in. z Gliwickim Teatrem Muzycznym, wieloletni solista Operetki Wrocławskiej i Teatru Muzycznego we Wrocławiu.
Gliwicka publiczność pamięta śp. Romana Baranowicza przede wszystkim z brawurowych ról Froscha w Zemście nietoperza oraz Pijaczka w Ptaszniku z Tyrolu. Zwłaszcza ta pierwsza była jego popisową kreacją, którą zresztą bawił operetkową publiczność również w teatrach Warszawy, Wrocławia, Lublina czy Łodzi. Monolog więziennego strażnika w jego wykonaniu nieodmiennie wywoływał salwy śmiechy na widowni, która samo pojawienie się na scenie Romana Baranowicza często nagradzała gromkimi oklaskami. Z kolei jako Pijaczek stworzył niezapomniany duet z również nieżyjącym już Stanisławem Ptakiem, z którym w czasie premiery Ptasznika w 2000 roku przebojem zdobył serca i uznanie widzów, recenzentów oraz kolegów-aktorów.
Roman Baranowicz rozpoczął zawodową karierę w 1949 roku w Teatrze Dramatycznym w Opolu, po zdaniu egzaminu eksternistycznego w Katowicach. Od 1951 roku był zaangażowany w Teatrze Dramatycznym im. C. K. Norwida w Jeleniej Górze, a od 1953 roku występował jako solista-śpiewak w Wojskowym Zespole Pieśni i Tańca we Wrocławiu. W 1955 roku został zaangażowany do powstałej właśnie Operetki Wrocławskiej. W latach 1958-1965 występował w teatrach: Muzycznym w Gdyni (pod dyr. Danuty Baduszkowej), Operetce Szczecińskiej (pod dyr. Edmunda Waydy), Operetce Lubelskiej (pod dyr. Barbary Kostrzewskiej), Operetce Łódzkiej (pod dyr. Antoniego Bachlińskiego). W 1966 roku wrócił do rodzinnej Operetki Wrocławskiej pod dyrekcją Beaty Artemskiej, a od 1967 roku – Barbary Kostrzewskiej. W 1975 roku współpracował z Operą Wrocławską. W 2000 roku obchodził Jubileusz 50-lecia pracy artystycznej. Ostatnio współpracował z wieloma teatrami muzycznymi: występował w warszawskiej Romie oraz na scenach Wrocławia, Łodzi i Lublina. Koncertował również za granicą, m.in. w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Holandii i w Niemczech.
W Gliwicach, poza wymienionymi rolami, występował również w Księżniczce czardasza oraz w koncertach.
Uroczyste pożegnanie Artysty odbędzie się w czwartek, 14 stycznia o godz. 11.20 w Kaplicy na Cmentarzu Kiełczowskim we Wrocławiu.
(Gliwice, 12 stycznia 2010 r.)
Wanda Nowosielska (1948-2009) - wspomnienie
Wanda pracowała w teatrze od ponad 40 lat. Do Operetki Śląskiej przyjmował ją Stanisław Tokarski, kierownikiem Biura Organizacji Widowni była m.in. za czasów Zbigniewa Kalemby, współpracowała z Ewą Strzelczyk, przez ostatnie dziesięć lat z Pawłem Gabarą. Zaczynała jako sekretarka dyrektora, ale – jak sama wspomina – zajmowała się wszystkim. My pamiętamy ją jako szefową Koordynacji Pracy Artystycznej – zawsze ze słuchawką telefonu przy uchu, zawsze skutecznie załatwiającą tysiące spraw naraz, zawsze w teatrze, zawsze pomocną. Dla mnie, jako kierownika literackiego, była bezcennym źródłem informacji o historii gliwickiej sceny. Znała wszystkich, potrafiła rozpoznać artystów na najstarszych zdjęciach, a każda postać zawsze wywoływała u niej fantastyczne wspomnienia, anegdoty, pasjonujące opowieści. Chodząca encyklopedia!
Przez te cztery dekady zmieniali się dyrektorzy, artyści przychodzili i odchodzili, a Wanda zawsze była na posterunku. Widziała słynnego Człowieka z La Manchy z 1970 roku, pamiętała sukces West Side Story z 1989, obserwowała to, co robimy w teatrze teraz. Co ciekawe, nigdy nie była osobą zapatrzoną w przeszłość, nie wypominała nikomu, że kiedyś teatr był taki czy inny – zawsze skupiała się na tym, co się dzieje teraz, co będzie się działo. Uwielbiała gliwickich artystów, gliwickie spektakle – niezależnie od tego, czy były to przedstawienia dawne czy obecne. Gdy przed dekadą w teatrze pojawiły się komputery, wydawało się, że nasza najlepiej zorganizowana koleżanka nie będzie w stanie przestawić się na zupełnie nowy styl pracy. Jakież było zdziwienie wszystkich, gdy już po kilku miesiącach nauczyła się doskonale obsługiwać nowe dla niej urządzenia, co więcej, przeniosła do komputera całe swoje archiwum informacji o spektaklach, obsadach, realizatorach. Jeszcze przez wiele lat będziemy z niego korzystać!
Dla mnie jednak najpiękniejsze było podejście Wandy do nas wszystkich – jej koleżanek i kolegów z pracy, przyjaciół. Gdy dziesięć lat temu po raz pierwszy pojawiłem się w teatrze przy Nowym Świecie, trochę się bałem pani, która przecież pracowała tam od zawsze i mogła niezbyt przychylnym okiem spoglądać na nieopierzonego młokosa. Tymczasem była jedną z pierwszych osób, z którą się w teatrze zaprzyjaźniłem. Zawsze pomocna, serdeczna, życzliwa i – co najważniejsze – w pełni oddana teatrowi, który poza rodziną był dla niej najważniejszy na świecie! Jak łatwo było się od niej uczyć…
Była dobrą duszą gliwickiego teatru, jego prawdziwą ostoją. Smutno będzie nam teraz oglądać premiery nie mogąc pogadać o nich z Wandą. Wandzia dołączyła do swoich teatralnych przyjaciół, o których zawsze pamiętała, których zawsze dobrze wspominała. Pozostało nam zawsze o niej pamiętać i zawsze dobrze ją wspominać…
Jacek Mikołajczyk, kierownik literacki GTM
(Gliwice, 19 listopada 2009 r.)
Z głębokim żalem zawiadamiamy, że wczoraj, 15 listopada 2009 roku, zmarła WANDA NOWOSIELSKA – wieloletni pracownik Gliwickiego Teatru Muzycznego, ostatnio jego kierownik działu koordynacji pracy artystycznej, nasza najserdeczniejsza koleżanka i dobra dusza gliwickiej sceny.
Całej rodzinie Wandy składamy wyrazy współczucia.
Msza żałobna w intencji Zmarłej odbędzie się 19 listopada o godz. 7.30 w kościele Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła w Gliwicach (Sikornik), a pogrzeb tego samego dnia o godz. 14.00 na Cmentarzu Centralnym (ul. Kozielska).
Dyrekcja i Zespół Gliwickiego Teatru Muzycznego
(Gliwice, 16 listopada 2009 r.)
Zmarł Henryk Wicherek
Z głębokim żalem zawiadamiamy, że zmarł Henryk Wicherek, wieloletni chórmistrz Teatru Muzycznego w Gliwicach oraz Operetki Śląskiej.
Henryk Wicherek był absolwentem Akademii Muzycznej w Krakowie. Z gliwicką sceną był związany przez ponad czterdzieści lat jako instrumentalista, chórmistrz i dyrygent. Uczestniczył tu w realizacji około 90 operetek i musicali. Od 1953 roku był nauczycielem w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia w Gliwicach. W latach w latach 1989-91 był dyrektorem Studium Wokalno-Baletowego w Gliwicach. Był laureatem honorowej odznaki Towarzystwa Przyjaciół Gliwic w dziedzinie pedagogiki muzycznej (1996) oraz Nagrody Prezydenta Miasta Gliwice w dziedzinie Kultury i Sztuki (2001).
Rodzinie śp. Henryka Wicherka Dyrekcja GTM składa wyrazy najgłębszego współczucia.
(Gliwice, 18 sierpnia 2009 r.)
21 lutego 2009 r. zmarł w Bielsku-Białej Ludwik Koprzywa, wieloletni i zasłużony solista Operetki Śląskiej. Miał 86 lat.
Urodził się w 1923 roku, również w Bielsku-Białej. Debiutował na gliwickiej scenie jako Edwin w Księżniczce czardasza w styczniu 1954 roku. Później występował m.in. jako Orfeusz w Orfeuszu w piekle, Falke w Zemście nietoperza, Arystyd de Faublas w Balu w Savoyu, Sandro Barinkay w Baronie cygańskim, Clark w Białej wilczycy, Radżami w Bajaderze, Koltay w Wiktorii i jej huzarze, Stanisław w Ptaszniku z Tyrolu, Tassilio w Hrabinie Maricy, Rene Luxemburg w Hrabim Luxemburgu, hrabia Zedlau w Wiedeńskiej krwi, tytułowy Paganini w operetce Franza Lehára, Zeta w Wesołej wdówce. Pracował w Operetce Śląskiej przez 25 lat, do 1978 roku.
(Gliwice, kwiecień 2009 r.)
Powrót